Adam Pierończyk Trio
Adama Pierończyka zdążono okrzyknąć już jazzowym artystą roku, czołowym rodzimym saksofonistą czy też zbawicielem polskiej sceny jazzowej. Na swoim koncie posiada już kilka znaczących nagród (w tym m.in. nominację do Fryderyka, dzięki której dał poznać się szerszej publice). Do jego, dość licznej już dyskografii, możemy dodać dziś kolejny tytuł. „Live AT A38”, czyli zapis koncertu z 2007 roku, który odbył się w stolicy Węgier, Budapeszcie.
Krążek swoją zawartością, przyznajmy się szczerze, na nogi nie powala. Menu oferuje nam jedynie obejrzenie całego występu, wybór pojedynczych kawałów oraz „creditsy”. Brakuje jakiegoś, drobnego nawet, wywiadu z muzykami, czy innych atrakcyjnych bonusów. Sam koncert, zarejestrowany przez węgierską ekipę, także do majstersztyku sztuki filmowej nie należy. Jakość jest poprawna, dźwięk także. Nudzą natomiast zbyt statyczne i mało atrakcyjne ujęcia. Zmieniają się rzadko i po kilku chwilach widz zna je wszystkie na pamięć. Nie mówię, żeby kręcić od razu młodzieżowy klip MTV, ale kilka dynamiczniejszych ruchów kamerą, nikomu by na pewno nie zaszkodziły. Do tego publiczność, która zgromadziła się w klubie, nie jest nam w ogóle pokazywana, prze co mamy wrażenie że zespół gra sam dla siebie. Sytuację ratują dobiegające z offu, entuzjastyczne oklaski pomiędzy kolejnymi utworami. Wszystko to zamazuje trochę, naprawdę dobry koncert, jaki udało się zagrać Pierończyk Trio. Muzyków na żywo ogląda się świetnie. Widać już na pierwszy rzut oka, że są mistrzami w swoim fachu. Adam na saksofonie nie ma sobie równych, bardzo ciekawie wypada też w swojej roli perkusista Krzysztof Dziedzic (zwłaszcza w partiach solo). Całości widowiska dopełnia bezbłędny Andrzej Święs ze swoim kontrabasem.
Na pewno warto zakupić to wydawnictwo. Jeśli przymkniemy oko na kilka technicznych spraw, koncert ogląda się bardzo przyjemnie. Dobra, odprężająca propozycja na jesienne, deszczowe wieczory przy herbatce i ciasteczku.